Nawet Winston Smith miał prawo zadawania pytań O'brienowi.

W odpowiedzi Pani Doktor Monice Kawczyńskiej i Profesorowi Stanisławowi Biernatowi


Prof. Waldemar Gontarski


 

 

18 grudnia 2018

Według Autorów repliki Prokurator Generalny (PG) poprzez samo skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego (TK) wniosku o zbadanie zgodności z Konstytucją art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TfUE) normującego procedurę prejudycjalną przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości, dopuścił się ekscesu i ma to być kwalifikowana forma ekscesu – eksces „jednoznaczny”. Z kontekstu wynika, że chodzi o eksces co do treści, a nie co do formy, czyli byłby to jedynie eksces ekstensywny. Jednak mówiąc najogólniej, nawet u Orwella, przy „myślozbrodni”, zadawanie pytań jako takie było dopuszczalne. W każdym bądź razie Winston Smith miał prawo zadawania pytań O’Brienowi.

Polemizowałem z następującym poglądem:

Najlepszym rozwiązaniem, minimalizującym dotychczasowe i przyszłe szkody dla Polski, byłoby cofnięcie przez PG wniosku do TK dotyczącego art. 267 TFUE. Jeśli tak się nie stanie, TK powinien umorzyć postępowanie jako niedopuszczalne”.

W replice czytamy:

Przede wszystkim jednak nie można się dowiedzieć, co nasz polemista sądzi o meritum zagadnienia, tj. o wniosku PG do TK. Kwestia ta jest tak oczywista, że nie ma sensu czegokolwiek wyjaśniać. Przede wszystkim wbrew sugestiom Sądu Najwyższego (zadającego pytania prejudycjalne – UZP 4/18; stosowanie jako środka zabezpieczającego instytucji tymczasowej odmowy zastosowania przepisów prawa krajowego), z orzecznictwa luksemburskiego nie wynika, by unijna zasada ochrony sądowej samoistnie wymagała wprowadzenia możliwości choćby czasowej (środki tymczasowe) abstrakcyjnej kontroli normy prawnej, jeżeli nie przewiduje tego prawo krajowe – wyrok TS z dnia 13 marca 2007 r., Unibet, C-432/05, EU:C:2007:163, por. pkt 20, 40 i 47 oraz sentencja pkt 3. Wyjście poza tak nakreślone ramy uprawnień do zadawania pytań prejudycjalnych będzie nadużyciem tego prawa. Słowem, sąd polski nie ma prawa zawiesić in abstracto stosowania danego przepisu, lecz może to uczynić jedynie in concreto poprzez zawieszenie postępowania i skierowania pytania (do SN, TK albo TS, a jeśli jest to SN, to zostaje pytanie do TK lub TS).

Następnie autorzy repliki piszą: „W. Gontarski zastanawia się, skąd autorzy (czyli my) wiedzą, jaki byłby ewentualny wyrok Trybunału Sprawiedliwości (TS) po orzeczeniu przez TK o niezgodności art. 267 TFUE w zakresie dotyczącym sądownictwa. Spieszymy z wyjaśnieniem: autorzy to wiedzą z dziesiątków wyroków TS stwierdzających naruszenie przez państwa członkowskie zobowiązań traktatowych i to w sposób bez porównania mniej drastyczny w porównaniu z tym, czym byłby omawiany, hipotetyczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Nasz polemista idzie jeszcze dalej i pisze ‘jeśli trzymać się ich logiki (tj. naszej – S.B i M.K.) wystarczyłoby skierowanie przez polski TK w tej sprawie pytania prejudycjalnego’. Ta propozycja jest zaiste nader ekstrawagancka.

Po pierwsze, Autorzy manipulują moim tekstem. Pisałem zgoła inaczej: „Nie wiadomo, skąd autorzy wiedzą, jaki byłby ewentualny wyrok Trybunału Sprawiedliwości. Przecież, jeśli trzymać się ich logiki, wystarczyłoby skierowanie przez polski TK w tej sprawie pytania prejudycjalnego według wymagań sformułowanych w wyroku unijnego TS pochodzącym z tego samego dnia, co wystąpienie prokuratora generalnego do TK (z wnioskiem rozszerzającym o zbadanie zgodności z konstytucją przepisu zawartego w art. 267 TFUE normującego procedurę prejudycjalną przed TS), tj. z 4 października br. w sprawie C 416/17”.

Po drugie, dlaczego Autorzy niby występując w obronie do zadawania pytań prejudycjalnych (przez sądy powszechne i SN; napisałem „niby”, bo Autorzy bronią nie prawa, tylko nadużywania tego prawa) jednocześnie odbierają to prawo polskiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu, z którego to prawa np. tak chętnie korzysta niemiecki odpowiednik polskiego TK.

Po trzecie, zapewniam Panią Doktor i Pana Profesora, że nawet jeśli przeczytaliby wszystkie wyroki luksemburskie, nie znajdą tam potwierdzenia tezy, jakoby samo skierowanie zapytania do TK przez podmiot uprawniony stanowić miało domniemanie jakiegokolwiek naruszenia prawa unijnego bądź innego prawa.

Następnie czytamy w replice:

Nasz polemista zarzuca Komisji Europejskiej podwójne standardy, jednak nie jest jasne, w czym się one przejawiają i w ogóle co ma Komisja w obecnym stanie rzeczy do omawianego wniosku PG. Powołuje się na wcześniejsze orzeczenia TS czy TK bez merytorycznego związku z problemem poruszanym w naszym artykule. Nie wiadomo, po co to czyni; chyba tylko, aby móc wydawać okrzyki mające wstrząsnąć czytelnikami: ‘cała Europa jakoś o tym nie mówi’, ‘Komisja Europejska jakoś nie reagowała?’. Trafia przy tym kulą w płot. Pierwszy powołany przez niego wyrok C-416/17 dotyczył sytuacji polegającej na tym, że francuska Rada Stanu (najwyższy sąd administracyjny) nie zmieniła swojego orzecznictwa mimo ustalonej judykatury TS. Trybunał orzekł (w wyniku skargi Komisji (sic!)), że Francja naruszyła wskutek tego zobowiązania traktatowe. […]. ‘Cała Europa’ (prawnicza) oczywiście się tym wyrokiem zainteresowała, np. niedługo zostanie opublikowana glosa do niego w ‘Europejskim Przeglądzie Sądowym’. Ale co to ma wspólnego z wnioskiem PG do TK ?.

Najwyraźniej Autorzy nie przeczytali ani wyroku TS w sprawie C-416/17 ani nawet mojego tekstu (na który reagują repliką), w którym przytaczałem wyimek z sentencji tego orzeczenia. Europa naukowa zapewne będzie się śmiała, ale z „Europejskiego Przeglądu Sądowego”, jeśli w tym czasopiśmie ukaże się publikacja manipulująca wyrokiem TS poprzez przemilczenie sentencji. „Na jakiej podstawie W. Gontarski wnosi, że TS w jakikolwiek sposób <domaga się skierowania zapytania prejudycjalnego>”. Otóż odpowiedź na to pytanie TS zawarł w przytoczonym przeze mnie (w „Rzeczpospolitej” – w tekście, na który reagują Autorzy) fragmencie sentencji, pkt 2 (C-416/17):

Poprzez zaniechanie wystąpienia przez Conseil d’État (radę stanu, Francja) do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w ramach procedury przewidzianej w art. 267 akapit trzeci TFUE […], chociaż wykładnia przepisów prawa Unii, jaką Conseil d’État (rada stanu) przyjęła […], nie jest tak oczywista, że nie pozostawia miejsca na jakiekolwiek racjonalne wątpliwości, Republika Francuska uchybiła zobowiązaniom, jakie ciążą na niej na mocy art. 267 akapit trzeci TFUE”.

Dalej czytamy w replice:

Innym przykładem podanym przez W. Gontarskiego jest wyrok w sprawie dotyczącej gier hazardowych (P 4/14), w którym polski TK nie stwierdził potrzeby zwrócenia się do TS z pytaniem prejudycjalnym”. Chodziło mi o zwalczanie wyroku TS (z dnia 19 lipca 2012 r. w sprawach połączonych C 213/11, C 214/11 i C 217/11 ) przez wyrok TK (P 4/14). Przytoczyłem następujący wyimek z tamtego orzeczenia TK: Wypada bowiem jeszcze raz z całą mocą podkreślić, że TSUE nie miał kompetencji" (uzasadnienie, pkt 4.4) – dodając, że wcześniej takie samo stanowisko przedstawił Sąd Najwyższy, np. w wyroku z 8 stycznia 2014 r. (IV KK 183/13), zaś po wyroku TK kompetencje prejudycjalne TS w takim samym zakresie zakwestionował Naczelny Sąd Administracyjny – np. uchwała z 16 maja 2016 r. (II GPS 1/16). Po prostu, doszło do zakwestionowania (zignorowania) przez TK, NSA i SN kompetencji orzeczniczych TS, co stanowiło pokłosie afery hazardowej ówczesnego rządu (orzecznictwo krajowe neutralizowało aferę rządową). Komisja Europejska przemilczała to.

Do wyroku TK votum separatum jako jedyny zgłosił orzekający w tamtym składzie sędzia Stanisław Biernat. Teraz Pan Profesor zapewnia, że w wyroku TK wszystko jest w porządku, a mi przypisuje posługiwanie się tymże wyrokiem w sposób „wyrwany z kontekstu” – chociaż sam wtedy (w zdaniu odrębnym) pisał: „wyrok i jego uzasadnienie mogą naruszyć delikatną równowagę między kompetencjami orzeczniczymi Trybunału Konstytucyjnego oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”; i dalej twierdził, że w razie wątpliwości co do relacji normy prawa krajowego i normy prawa wspólnotowego konieczne jest zwrócenie się przez sąd z pytaniem prejudycjalnym do TS

Na koniec piszą Autorzy repliki: Na retoryczne (?) pytanie naszego polemisty: ‘Komisja Europejska nie reagowała?’ chętnie go informujemy: Komisja Europejska ogłosiła, że nie będzie wnosić skarg w sprawach dotyczących gier hazardowych do TS ponieważ Trybunał przyznaje państwom członkowskim swobodę unormowań prawnych w tej dziedzinie gospodarki (zob. komunikat prasowy Komisji z 7.12.2017 r., http://europa.eu/rapid/press-release_IP-17-5109_pl.htm). Jest to przejawem zastosowania zasady pomocniczości. Waldemar Gontarski chciał za pomocą wyrywkowych przykładów zbanalizować drastyczny i niemający precedensu systemowy atak na miejsce prawa unijnego w polskim porządku prawnym, jakim jest wniosek Prokuratora Generalnego do TK. Zrobił to jednak nieudatnie”.

Tutaj Autorzy mylą przedmioty prawa. Komisja poinformowała o grach hazardowych online („Komisja podjęła dziś decyzję o zamknięciu postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego w dziedzinie gier hazardowych online oraz związanych z tym skarg przeciwko kilku państwom członkowskim”) kwalifikowanych przez prawo unijne jako usługa, zaś automaty do gier hazardowych to produkty (towary), które jako takie w stosunku do usług są przez UE odrębnie reglamentowane. Afera hazardowa ówczesnego rządu dotyczyła jedynie automatów (a nie gier hazardowych online).

 

Autor jest adwokatem, prof. nadzw. dr hab. nauk prawnych.

 

© 2019. EUlaw.pl. All Rights Reserved